OUOUOUOUUU Laughter-XIII
28.12.2017, 21:14
WG #192 - w co gracie ? - odcinek specjalny i ślimacze podsumowanie roku
WG #192 - w co gracie ? - odcinek specjalny i ślimacze podsumowanie roku
WG nie zniknęło! Przynajmniej nie na stałe. Zbliża się koniec roku, więc wracamy z przygotowanym podsumowaniem i zadajemy Wam najistotniejsze z pytań - w co gracie?

Ten rok był całkiem udany. Zacząłem dodatkową pracę, jak redaktor na PS Site. Oznacza to mniej czasu na granie, które muszę również rozłożyć na gry do recenzji, ale za to nie możecie mnie minusować, więc jakiś tam plus z tej roboty jest! Mimo wszystko przeszedłem do tej pory 62 tytuły - oczywiście sporo z nich to produkcje mniejsze i trwające ledwie kilka godzin. Znalazło się też miejsce na te bardziej czasochłonne. Najwięcej czasu poświęciłem eksplorowaniu wirtualnej Japonii, którą odwiedziłem w różnych grach i w różnych stanach. Poniżej rachunek sumienia i lista zmarnowanych bezpowrotnie godzin z krótkiego życia.

Pierwszą ukończoną grą było u mnie The Last Guardian i nie mogłem sobie wymarzyć lepszego otwarcia roku.

The Last Guardian

The Last Guardian art - Trico

Swego czasu było o tej grze głośno za sprawą pewnej grupy graczy, która wytykała rzekomo tragiczną optymalizację i grafikę z ery PS3. Pieprzyć ich! The Last Guardian wygląda olśniewająco, a na piękno tej gry przekłada się multum drobnych detali, które razem tworzą sugestywną atmosferę. Animacja Trico to coś absolutnie niesamowitego i w świecie gier trudno znaleźć coś, co mogłoby się chociaż nieco zbliżyć do tej jakości. Świetne wrażenie robiła również fizyka i ruchy samego chłopca, czy opierzenia bestii - nawet jeśli zdarzyły się sporadyczne błędy pod tymi względami. Pod kątem wizualnym wrażenie robiło też oświetlenie. Zwłaszcza jeśli wychodziliśmy z ciemnych tuneli na otwartą przestrzeń, a za nami kroczył Trico ze swoimi oczami święcącymi blaskiem szmaragdu - mogliśmy wówczas podziwiać światło rozpraszające się o jego pióra. Projekt lokacji to z kolei istne dzieło sztuki i byłem autentycznie zachwycony wirtualną architekturą dawnej cywilizacji. Bardzo przyjemnie słuchało się też przepięknie skomponowanej ścieżki dźwiękowej.

Dla mnie była to przede wszystkim magiczna przygoda, którą pochłonąłem z miejsca. Relacja chłopca i Trico udzieliła mi się momentalnie i siedziałem zauroczony śledząc dalsze losy tego niecodziennego duetu. Spodobał mi się również trzon zabawy z wydawaniem poleceń tej bestii. Nie miałem większych problemów z jego sztuczną inteligencją, a samą grę przeszedłem aż pięciokrotnie i praktycznie na jednym tchu. Za każdym razem podczas pewnych scen ślimaki moczyły mi oczy śluzem, więc musiałem grać z chusteczkami i przecierać co jakiś czas patrzałki. Było jednak warto. Patrząc na zachowanie Trico i jego ruchy miałem wrażenie, że mam do czynienia z żywym stworzeniem. Uważam The Last Guardian za najlepsza dzieło, przy którym pracował Fumito Ueda i na takie gry mogę czekać nawet 20 lat. Choćby dla tych kilku zapadających w pamięć momentów, które przekułem w bardzo ciepłe wspomnienia i będę o nich pamiętam przez kolejne długie lata. Była to również pierwsza platyna w tym roku.

Yakuza 0

Yakuza 0 - Kiryu & Majima

Yakuza 0 to jedna z tych gier, gdzie w równym stopniu frajdę sprawia śledzenie historii, co zabawa samą rozgrywką. Była to swego czasu najbardziej pożądana przeze mnie odsłona cyklu. Nie zawiodłem się ani trochę, gdy w końcu położyłem na niej łapy. Z żadną inną częścią nie bawiłem się aż tak dobrze przez blisko 100 godzin.

Neonowy klimat lat 80. Japonia przeżywająca ekonomiczny boom i przepych społeczeństwa eksponowany na każdym kroku. Uwielbiam zwiedzać wirtualne miasta Kraju Kwitnącej Wiśni, a w przypadku Yakuzy mamy do czynienia z iście namacalną atmosferą tego egzotycznego dla nas terytorium. Teraz zostało to jeszcze bardziej spotęgowane przez ciekawe ramy czasowe. Filmowo poprowadzona intryga trzyma w napięciu i wciąga od pierwszych scen, a przy tym wzbudza różne stany emocjonalne. Istny moloch pod względem zawartości, gdzie niejednokrotnie trudno powstrzymać śmiech. Zwłaszcza doświadczając tego absurdalnego poczucia humoru przejawianego w zaskakujących zadaniach pobocznych. Rozgrywka wypadła świetnie, a duet w postaci największych zakapiorów serii pozwolił nam doświadczyć ogromnej ilości różnorodnych stylów walki. Yakuza to zwariowana ścieżka życia, a "Zero" to początek wielkiej legendy. Tutaj nawet odbieranie telefonu wygląda epicko!

Yakuza 0 - Kiryu telephone gif

Następnie wybrałem się na nostalgiczną wyprawę do cyfrowego świata za sprawą Digimon World: Next Order. Podróż nostalgiczna nie tylko dlatego, że jako dzieciak oglądałem namiętnie serial. W tym wypadku sentyment wynikał z prostego faktu, że mieliśmy do czynienia z kontynuacją gry z czasów PS1. Sequel miejscami dość mocno bezpośredni i bazujący na tym samym trzonie rozgrywki, który oczywiście został mocno usprawniony. 

Digimon World: Next Order

Stworzenie Digimon World: Next Order to naprawdę dziwna decyzja. Pierwsza odsłona cyklu nigdy nie odniosła większego sukcesu i nawet wśród fanów, którzy ją kochają, ma opinię gry przeciętnej/słabej. Była też zalążkiem całej serii crapów, które próbowały eksperymentować z marką w różny sposób ze skutkiem zazwyczaj opłakanym. Mimo wszystko po latach otrzymaliśmy fabularną i wierną rozgrywką kontynuację. Tytuł nastawiony na hodowanie stworków i eksplorację dziwnego świata, gdzie walka zostaje zepchnięta na bok. Bardzo miło spędzone 40h i kiedyś na pewno jeszcze wrócę do tej produkcji,

  • Gra o Tron od Telltale - najchętniej przeszedłbym lobotomię, aby o tym zapomnieć - platyna #2 w roku.
  • The Deadly Tower of Monster - kolejna szybka platyna (#3). Tym razem bardzo przyjemna i zabawna gra w strukturze izometrycznego shootera. Miłe zaskoczenie i spędzony czas.
  • Day of the Tentacle: Remastered - platyna #4. Kultowa gra point & click zaliczyła powrót w nowej grafice. Gatunek nie jest moją mocną stronę (jestem za głupi), ale cieszę się, że było mi dane poznać tę produkcję.
  • Virginia - Miał być Twin Peaks, a wyszło Twin Shit. Niby jakiś tam kryminał, a w tle romans (chyba) czarnych lesbijek. Nie czułem tego - uważam te kilka godzin za kompletną stratę czasu. Platyna #5
  • Limbo - w końcu zapoznałem się z pełną wersją, bo do tej pory znałem jedynie demo. Wspaniały klimat i bardzo mroczna przeprawa z ciekawym zakończeniem. Gra potrafiąca zachwycić swoim okrucieństwem, a stylowa oprawa graficzna utrzymana w czerni i bieli dodaje tylko uroku.
  • Crypt of the NecroDancer - Połączenie gry rytmicznej i rougelike - wyszło bombowo! Grałem na przemian sięgając po wersję na Vitę i PS4. Nad soundtrackiem można się rozpływać. Pograłem około 10 godzin i nie potrafię ukończyć ostatniego etapu. Mam ochotę spróbować tej rozgrywki na macie do tańca, ale musiałbym zainwestować w wersję PC. Poziom trudności to kosmos

Berserk and the Band of the Hawk

Berserk and the band of the hawk

Pierwsze Musou, które wciągnęło mnie na dłużej niż kilka godzin. Świat Berserka ma w sobie coś, co mnie strasznie przyciąga. Przy tej grze spędziłem ostatecznie 35 godzin i na pewno do niej wrócę. Walka Gutsem to istna poezja i rzeź, a wymachiwanie jego potężnym mieczem sprawia mnóstwo frajdy. Szkoda, że resztą ekipy nie grało mi się tak przyjemnie. Ot kolejne Warriorsy, ale tym razem osadzone w uniwersum, które jest mi bliskie i z bardziej zaakcentowaną fabułą.  Filmowe wstawki przeplatające rozgrywkę spisały się bardzo dobrze.  Boli tylko obecność cenzury i fakt,  że widziałem je wszystkie kilka lat temu,  a druga połowa gry ich nie posiada. Fanom mangi i/lub gatunku Musou - polecam. Innym niekoniecznie. 

Zaliczyłem też Dying Light w kompletnej edycji. Uwielbiam zombie chociaż moja miłość względem nich już trochę przegniła. Tytuł rodaków bardzo mi się spodobał w rozgrywce kooperacyjnej, gdzie śmiechu było mnóstwo. Przeszkadzały trochę szkaradnie wyglądające i sztywne animacje oraz liczne błędy. Bawiłem się jednak przednio i za jakiś czas wrócę, aby dobić platynę. Przede mną jeszcze zawartość z dodatków, ale czekam z tym na partnera do multi. 

Dying Light - screenshot

Dying Light stało dla mnie głównie parkourem, bo sama walka irytowała psującymi się broniami. Rozpadające się ciała wzbudzały jednak uśmiech na twarzy i mimo wszystko lubiłem od czasu do czasu wpaść w tłum żywych trupów.

NieR: Automata - kontynuacja idealna, o której nie śmiałem nawet śnić. Dalej trudno mi uwierzyć, że Square Enix dało zielone światło na produkcję - boję się,  że to tylko sen i zaraz zostanę wzbudzony z wrzaskiem przerażenia malującym się na twarzy. Mniejsza o to. Drugie NieR stało się faktem, a tym razem geniusz Yoko Taro został wzbogacony o umiejętności mojego ulubionego studia z branży - PlatinumGames. Wyszło wspaniale, a przy tym ponownie dziwnie i wielowarstwowo. Dostałem wszystko za co pokochałem pierwsze NieR i na kilkadziesiąt godzin znów zatopiłem się w tekstach poza samą grą.

NieR: Automata

NieR: Automata to gra, którą się żyje przez wiele długich miesięcy po jej ukończeniu. Pokazuje ona siłę branży za sprawą kilku ciekawych sztuczek narracyjnych i zgrabnym wpleceniu ich w czystą rozgrywkę. To także produkcja, gdzie wydarzenia śledzimy z rozdziawioną szczęką, a po napisach końcowych staramy się uporządkować zaistniały w głowie chaos i tsunami emocji. Tytuł umiejętnie bawiący się konwencją i dostarczający mnóstwo enigmatycznych wrażeń.

Dla takich gier jak NieR: Automata jestem graczem. Kocham tego typu dzieła, które zostają ze mną na zawsze po przejściu. Tutaj wymaksowanie zawartości było dla mnie ledwie początkiem, a zgłębianie tajemnic tego bogatego świata i uniwersum wykraczało daleko poza to, co uświadczyłem na ekranie. Wspaniała przygoda i jedno z najcenniejszych wspomnień tego roku oraz gier ogólnie kiedykolwiek! Platyna #6.

NieR: Automata - amusement park

Muzyka również jest przepiękna w tym dziele, ale o tym wie już chyba każdy. Mi podobały się też lokacje. Nie zapomnę chwili, gdy przekroczyłem próg parku rozrywki. Czekała ta na mnie ambitna adaptacja "Romea i Julii" oraz urzekająca walka z bossem. Ciekawych miejsc było znacznie więcej. Ten z pozoru pusty świat stanowiący zgliszcza postapokalipsy był na swój melancholijny sposób prześliczny.

No one STOPS! It's a way too late to STOP! No one... STOPS!

Nic nie trwa wiecznie. Nawet błędna pętla konfliktu bliźniaczych bytów,  które pragną zostać ludźmi. Trzeba kroczyć dalej - niekoniecznie drogą łatwą i przyjemną.

NieR Automata Gif

*Technicznie może i gra wygląda przeciętnie, ale walka w NieR: Automata to balet pozwalający podziwiać niemal artystyczne wygibasy z bronią - spójrzcie na tę porywającą choreografię ruchów *

  • Chaos Code: New Sign of Catastrophe - totalnie nijaka animu bijatyka 2D. Martwa na starcie i nie oferująca niczego względem dużo lepszej i ciekawszej konkurencji obecnej od lat na rynku. Nie polecam. Chyba, że już naprawdę nie macie w co grać i macie totalnego bzika na punkcie bijatyk - zwłaszcza tych na wskroś hipsterskich

Powróciłem do Dark Souls 3. Strzeliłem szybko kolejne zakończenia i zabrałem się za dodatek The Ringed City. Było to bardzo smutne przeżycie - tak po ludzku i po prostu smutne.

Dark Souls 3 - The Ringed City

Dark Souls 3 i The Ringed City to pożegnanie z legendarną serią. Przynajmniej na pewien czas. Wzbudziło to we mnie autentyczny smutek, bo Demon's Souls i kolejne tytuły wykorzystujące wypracowany trzon rozgrywki, to dla mnie gry bardzo istotne w karierze gracza. Uważam ich stworzenie za jedne z najistotniejszych wydarzeń ery PlayStation 3. Zresztą powołały one do życia cały podgatunek kochany przez miliony graczy z całego świata - takie dokonanie w obecnych czasach wydawało się wręcz niemożliwe do osiągnięcia, a jednak udało się. Każda odsłona cyklu dostarczała niezapomnianej satysfakcji i emocji, gdzie zawsze mogłem liczyć na magiczne doświadczenie. Dark Souls 3 podniosło ponownie poprzeczkę zacierając nieco słabsze (ale nadal wspaniałe) wrażenie po drugiej części serii. Szkoda, że to na razie koniec, bo nie czułem jeszcze znużenia. Oddałbym wiele,  aby wrócić do tego świata i poznać jego nadal nieodkryte zakamarki nieznanych regionów i losy zapomnianych bohaterów. 

  • PaRappa the Rapper Remastered - zwalony port z PS1. Niegrywalny przez input lag - trzymajcie się z dala. Szczególnie, że ta gra nigdy nie była czymś wyjątkowym.
  • Full Throttle Remastered - kolejna przygodówka point & click w odrestaurowanej oprawie wizualnej. Tim Schafer ma to do siebie, że jego gry bawią po latach i nadal są aktualne, jak kiedyś. Przynajmniej pod względem treści i humoru. Platyna #7

Outlast 2

Outlast 2 - kontynuacja lepsza od poprzednika. Chociaż nie byłem do końca przekonany do zmiany klimatów i porzucenia atmosfery zakładu dla psychicznie chorych. Wyszło jednak super. Szczególnie jak na standardy prymitywnych straszaków. Miejscami obrzydliwa historia pełna kontrowersyjnych scen. Tym razem poruszono również trochę głębsze i bardziej psychologiczne tematy. Podobały mi się etapy w szkole, które miejscami przywodziły na myśl Silent Hill. Poproszę teraz podobne przeżycie, ale opracowane z myślą o VR.

Cosmic Star Heroine

Cosmic Star heroine

Istny list miłosny dla fanów tęskniącymi za czasami Chrono Trigger i jRPG-ów z ery 16-bitów. Bardzo fajny przedstawiciel gatunku od twórców kultowego, w pewnych kręgach, Cthulhu Save the World. Ciekawy system walki, dobre poczucie humoru i plejada różnorodnych bohaterów przekładają się na naprawdę przyjemną grę. Całość cierpi na krótki czas potrzebny na przejście. Fabułę zaliczymy w 10 godzin i dosyć szybko o niej zapomnimy. Platyna #8.

The Silver Case zgarnia laurkę za najbardziej surrealistyczne doświadczenie roku. 

The Silver Case

Cudownie napisany kryminał pełen genialnych dialogów. Istna kopalnia złotych cytatów, które ma się ochotę wyryć na pamięć i recytować na każdym kroku. Niesamowita atmosfera przywodząca na myśl filmową twórczość Davida Lyncha. Gra kompletnie inna od wszystkiego, co wyszło w tym roku na konsole. Do tego ta ścieżka dźwiękowa.

Śledztwo w sprawie seryjnego mordercy o imieniu Kamui poznajemy z dwóch perspektyw - obie są równie poryte, ale i mocno hipnotyzujące. Możecie być pewni, ze namieszają Wam totalnie w głowie przez około 20-25 godzin - also platyna #9

Shadow Warrior 2

Shadow Warrior 2 - gore

Tytuł od rodaków z Flying Wild Hog był dla mnie zmysłowym tańcem rzezi. Świetnie skrojona rozgrywka pod kooperację i walka dostarczająca mnóstwo radości. Zarówno, gdy walczymy bronią białą, jak i złapiemy w ręce gnata. Przednia zabawa - zwłaszcza w gronie dobrych znajomych. Zapomnijcie o jakieś fabule, bo tutaj na pierwszym planie znajduje się niezobowiązująca i bardzo dynamiczna sieczka.

Persona 5

Persona 5 - Protag

Persona 5 skradła mi autentycznie serce i ożywiła przygasającą miłość do gatunku jRPG. Uwielbiam klimat współczesnego Tokio. Do gustu przypadła mi też ekipa bohaterów, których polubiłem bardziej niż ich odpowiedników z 3 i 4 części. Rozpływałem się nad wszechobecną symboliką i przepiękną warstwą artystyczną. Tutaj absolutnie każdy element jest wykonany w stylowy sposób - począwszy od menusów, a kończąc na ekranach wczytywania i animacjach. Potwornie podobał mi się system walki utrzymany w klasycznej dla gatunku strukturze i przywracający kilka zapomnianych elementów z macierzystej serii Shin Megami Tensei. Do tego był bardzo dynamiczny i efektowny, jak na standardy turówek. Nie sposób pominąć ścieżkę dźwiękową i stylową oprawę graficzną - tak przyjemnego dla oczu przedstawiciela gatunku nie widziałem chyba nigdy. Jedynie lochy Mementos trochę irytowały, a i zadania poboczne mogły zostać zaprojektowane lepiej - to jednak mało istotne wady w całym oceanie superlatyw. Bezapelacyjnie jedna z najprzyjemniejszych gier tego roku.

Shin Megami Tensei IV: Apocalypse

Shin Megami Tensei IV: Apocalypse

Shin Megami Tensei to moja jRPG-owa seria życia. Najnowsza odsłona cyklu dobitnie mi o tym przypomniała i stała się ulubiona grą ze wszystkich tytułów dostępnych na konsoli Nintendo 3DS. Klimat wgniatający w ziemię, gdzie przez 62 godziny biegałem po zniszczonej Japonii. System walki nastawiony na znajdowanie słabości przeciwników, mnóstwo czasu spędzonego na fuzji demonów i przede wszystkim bardzo fajnie podana fabuła. Serio, nie spodziewałem się, że w jakiejkolwiek odsłonie Shin Megami Tensei poznam kiedyś ekipę, którą zacznę darzyć większą sympatią niż dzieciaki z Persony. Sam fakt, że miejscami bawiłem się lepiej niż w Personie 5 mówi wiele o tym, jak bardzo spodobała mi się ta gra.

  • Injustice 2 - meh, drewno.
  • Skylar & Plux: Adventure on Clover Island - sprawiająca trochę frajdy podróbka Jak & Daxter. Skacze się miło, ale po dwóch godzinach następuje koniec, a my zapominamy o tej przygodzie.

Tekken 7 - powrót króla

Tekken 7 - Heihachi vs. Kazuya

Dochodzimy do czerwca, czyli miesiąca zagłady. To właśnie tutaj pojawił się Tekken 7. Bijatyka, która zawładnęła całym moim rokiem. Co ja mogę o tej grze powiedzieć? W ciągu niespełna sześciu miesięcy spędziłem z nią 410 godzin, a licznik nadal rośnie. Przez ten czas stoczyłem tysiące walk, a rozgrywka nie znudziła mi się ani trochę. Nie potrafię się uwolnić od tego tytułu i zarywałem przy nim nocki rezygnując z jedzenia na ponad 24h. Nie łudzę się, że dam radę odpuścić. Prędzej wysiądzie mi pikawa, a rodzina znajdzie mnie martwego przed telewizorem. Yoshimitsu, Kazumi, Josie, Heihachi i Leo, to moje ulubione postacie, a ciągle zastanawiam się nad grą kimś innym. Koszmar.

Tekken 7 stoi świetnym systemem walki, który jest nie tylko bardzo widowiskowy, ale i potwornie satysfakcjonujący. Bardzo szybko zauważamy postępy w naszej grze i nakręcamy coraz mocniej na dalszą rozgrywkę. Plejada różnorodnych postaci sprawia, ze każdy znajdzie tu coś dla siebie i zacznie uczyć systemu we własnym tempie. 

Pozostajemy w ramach gatunku, bo następne było Guilty Gear Xrd Revelator i Guilty Gear Xrd Rev 2 aka bijatyka śmiertelnie bliska perfekcji.

Guilty Gear Xrd Rev 2 - Baiken

Ouuuuuuouu!!! Powrót Guilty Gear wyszedł idealnie. Xrd prezentuje się świetnie, a za sprawą Revelator i Rev 2 twórcy rozbudowali zawartość i usprawnili kilka elementów. Doszła również Baiken, a wraz z nią - także i ja. Serio, nie jestem w stanie opisać jak bardzo uwielbiam tę postać!

Guilty Gear Xrd Rev 2 - Baiken Instant Kill Gif

Nie dość, że ta bijatyka ma uzależniający system walki, to jeszcze wygląda obłędnie. Oglądanie niesamowicie szybkich i dynamicznych pojedynków to uczta dla oczu. Podobnie sprawa ma się w przypadku muzyki. Arc System Works to mistrzowie oprawy audiowizualnej dwuwymiarowych bijatyk.

Problem polega na tym, że... nikt w to nie gra i brakuje mi stałego partnera, z którym mógłbym maniaczyć, jak w przypadku Tekkena 7. Nie przeszkadza mi to jednak dobrze się bawić i przy tej grze spędziłem kilkadziesiąt godzin. W samym trybie combo i treningu zeszło mi około 30h. Jest to jednak trudna bijatyka i mój poziom nie jest nadal zadowalający. Będę jednak szlifował swoje umiejętności w kolejnym roku. Uwielbiam to uniwersum, atmosferę i szalone postacie, więc prędko nie odpuszczę 

Muramasa Rebirth + Genroku Legends Collection

Muramasa Rebirth

Obok Okami najbardziej malownicza gra wykorzystująca japoński folklor i mity. Dwuwymiarowy tytuł akcji w formie cudownie napisanej i klimatycznej przygody, dla której warto rozważyć zakup Vity. W tym roku zakupiłem cyfrowy egzemplarz w edycji kompletnej, aby w końcu poznać fabularne rozszerzenia. Uwielbiam ten system walki, ale przeszkadza mi sposób w jaki wykonuje się uniki i blokuje. Całość przywodzi mi na myśl Ninja Gaiden w strukturzet Metroidvanii i w całym gatunku nie spotkałem nic lepszego. Polecam to dzieło z całego serca.

Pora opuścić tradycyjną Japonię (na razie) i wyruszyć w kosmos. Spędziłem kilkadziesiąt godzin w Elite Dangerous i dla mnie jest to coś znacznie więcej niż zwykła gra wideo.

Elite Dangerous screenshot

Ten kosmiczny symulator to spełnienie najskrytszych marzeń z dzieciństwa. Piękny i urzekający, ale jednocześnie diabelnie skomplikowany o wysoko ustawionym progu wejścia. Naprawdę chciałbym poświęcić tej grze dużo więcej czasu, ale nie mam kiedy zatopić się w ten tytuł. Ta gra to gigantyczna platforma przygniatająca swoją skalą i rozmiarem. Aż trudno mi pojąć, że coś takiego trafiło na rynek. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko wsparcia VR i większych miast z ogromnym zagęszczeniem budowli po sam horyzont.

  • Alienation - kolejna perełka od Housemarque. Podobała mi się najmniej z ich dotychczasowych gier, ale nadal będę miło wspominał wybijanie kosmitów. Zamierzam kiedyś wrócić, aby szarpnąć się na platynę.
  • Ghost Blade HD - bardzo przyjemny shoot'em up przeniesiony z Dreamcasta. Dla fanów gatunku zakup obowiązkowy. Spędziłem z tym tytułem naprawdę sporo godzin i nie żałuję ani minuty. Relaksująca rozgrywka i przyjemny OST - Platyna #10.
  • Caladrius Blaze - klasyczny shoot' em up dla zboczeńców z Japonii. Za projekt postaci odpowiadał Suzuhito Yasuda (Digimon Re:digitize i Cyber Sleuth, Devil Survivor 1 i 2). Hardkorowy poziom trudności i dziewczynki, których ubrania niszczą się pod wpływem otrzymywanych obrażeń. Więcej chyba nie muszę pisać.
  • Tales from Borderlands - Koszmar, kolejny powód, aby wykonać sobie lobotomię. Platyna #11 - żałuję.
  • Collar x Malice - gra otome. Próbowałem wczuć się w nastolatkę, ale... no nie umiem. Miejscami przyjemna historia i atmosfera przywodząca na myśl świetne anime Psycho Pass. Trudno mi tej grze coś zarzucić. W swojej kategorii jest zapewne dobra - ot nie jestem po prostu odbiorcą docelowym. Platyna #12
  • Arcade Game Series: Pac Man - po prostu klasyczny Pac Man - Patyna #13
  • Arcade Game Series: Dig Dug - głupia gra z lat 80., która prześladowała mnie przez kolejne miesiące pojawiając się w drugim sezonie Stranger Things i paru innych miejscach. Platyna #14
  • Teslagrad - bardzo miłe zaskoczenie. Ładnie wyglądająca gra niezależna, gdzie zabawa grawitacją i rozwiązywanie zagadek sprawia naprawdę sporo satysfakcji. Platyna #15 - polecam.
  • Under Night In-Birth Exe:Late - w pewnych kręgach kultowa bijatyka. Jestem w stanie zrozumieć czemu, ale bardziej trafia do mnie BlazBlue. Ot kolejny animu fighter, przyjemny, ale nie miałem zamiaru spędzać z nim więcej czasu niż około 20h. Platyna #16.
  • Sine Mora Ex - hardkorowy shoot' em up wyróżniający się nie tylko wysokim poziomem trudności, ale i uniwersum oraz narracją fabularną. Dopakowana wersja na PS4 wprowadza tryb kooperacyjny, czego bardzo brakowało w podstawowej edycji. Poluję obecnie na pudełkowe wydanie.

Undertale, czyli kolejne przejście po dwóch latach od pierwszego kontaktu.

Undertale - Sans

Nie obchodzi mnie co mówią inni - ta gra zasługuje tylko i wyłącznie na 10/10. Tyle śmiechu podczas czytania dialogów nie miałem chyba nigdy. Podobnie jak i emocji w trakcie przechodzenia finałowego bossa. Gra tak ciepła i pod wieloma względami unikalna, że autentycznie brak mi słów. Przejście jej na świeżo było najlepszą decyzją w mojej historii obcowania z gatunkiem RPG. Platyna #17

Na mojej liście zdominowanej przez japońskie gry znalazło się miejsce dla trzeciej polskiej produkcji. Było nią Observer - tytuł nie bez wad, ale potrafiący przykuć uwagę paroma unikatowymi aspektami. Zwłaszcza miłośników nurtu cyberpunk i wielbicieli dołujących klimatów.

Observer - Rutger Hauer

Cyberpunk w wydaniu PRL - nawet nie wiedziałem, jak piękne połączenie może z tego wyjść. Observer stoi właśnie atmosferą obskurnej kamienicy, gdzie ze ścian wyrastają kable przypominające żyły organizmu. Dołująca, ale i ciekawa wizja przyszłości, która spodobała mi się od pierwszego rzucenia okiem. Z tym tytułem mam tylko jeden problem - to nic więcej, jak kolejny symulator chodzenia (dobra, gdy grałem tytuł strasznie gubił klatki, ale wydano patche). Opowieść sprawdza się lepiej w formie thrilleru psychologicznego niż horroru i właśnie w ten sposób powinna być reklamowana. Arkadiusz Reikowski spisał się na medal komponując pięknie dobraną ścieżkę dźwiękową. Rutger Hauer również odwalił dobrą robotę użyczając wizerunek i głos głównemu bohaterowi. Zamierzam niedługo wrócić i wbić platynę.

Zero Escape: The Nonary Games - pakiet dwóch cholernie dobrych Visual Noveli.

The Nonary Games - Zero Escape

Zero Escape: The Nonary Games to zestaw składający się z odświeżonego 999 i Virtue's Last Reward. Obie gry należą do serii Zero Escape i nie bez powodu cieszą się opinią jednych z najlepszych Visual Noveli na świecie. To bardzo skomplikowany scenariusz pełen mocarnych zwrotów akcji i złożonych bohaterów. Każda kolejna odsłona zwiększała ciężar oczekiwań i ostateczne zamknięcie trylogii nie było w stanie temu sprostać.Nie zmienia to faktu, że dwie pierwsze części stanowią absolutny majstersztyk pełen ciekawych odniesień do rzeczywistych teorii i zagadnień naukowych. Sięgając po tę kolekcję możecie liczyć na co najmniej 50 trzymających w napięciu godzin. Te wypełnione będą pomysłowymi zagadkami, inteligentnie sarkastycznym poczuciem humoru i mocniejszymi scenami. To naprawdę kawał poważnej i przemyślanej historii, gdzie znajdziecie dużo interaktywnej rozgrywki testującej Wasz poziom IQ. Bierzcie przy pierwszej okazji, a podziękujecie mi później.

  • Neon Drive - mobilna popierdółka rytmiczna w klimatach synthwave i lat 80. Parę godzin powtarzania kilku etapów i tyle.

Yakuza Kiwami - gdyby ktoś parę lat temu powiedział mi, że w jednym roku otrzymamy dwie pełnoprawne odsłony tej serii na zachodzie, to bym po prostu wyjął telefon i zadzwonił do zakładu psychiatrycznego.

Yakuza Kiwami - Nishiki i Kiryu

Yakuza Kiwami to remake idealny. Najlepszy ze wszystkich, jaki kiedykolwiek stworzono. To dokładnie ta sama historia, która rozpoczęła cykl. Identyczna reżyseria scen i treść fabularna, ale wszystko stworzone od zera we współczesnej grafice i 60 klatkach na sekundę. Do tego przeniesione na trzon rozgrywki Yakuzy 0. Wyeliminowano kilka archaizmów i dodano sporo nowej zawartości w postaci kolejnych zadań i aktywności pobocznych. Tło fabularne zostało rozbudowane w niebezpośredni sposób za sprawą scen poszerzających naszą wiedzę o pewnej postaci i jej motywach. W kategorii odrestaurowywania gier nie znajdziecie na rynku nic lepszego. Sam zamierzam jeszcze wrócić do tej odsłony i poprzechodzić rzeczy, które zostawiłem na później.

  • Time Recoil - Twin stick shooter. Hotline Miami bez dobrej muzyki i stylistyki, ale z manipulacją czasem. "Ok... I guess..."
  • Redout - Futurystyczne wyścigi antygrawitacyjne. Szalone tempo rozgrywki i bardzo wysoki poziom trudności. Nie tak dobre jak seria Sony, ale mimo wszystko bardzo dobry zamiennik pod nieobecność WipEout.
  • The Solus Project - Kosmiczny survival, gdzie wcielamy się w postać rozbitka i próbujemy przeżyć na obcej planecie. Musimy dbać o poziom nawodnienia, temperaturę ciała i parę innych rzeczy, z którymi jest problem w nieprzyjemnym ekosystemie. Bardzo fajne wykorzystanie VR i PS Move pozwalające poczuć się niczym bohaterowie filmu "Prometeusz". Nic specjalnego i miejscami nazbyt prostackie, ale może się przez pewien czas podobać.
  • This is Police - Ekonomiczna strategia, gdzie wcielamy się w rolę skorumpowanego szefa posterunku. Pomysł ciekawy i kładący większy nacisk na opowiadaną historię, ale ogólne wykonanie nie wykracza poza schemat gier przeglądarkowych.

 Ace Attorney: Phoenix Wright: Spirit of Justice, czyli dziewiąta i o jedna za dużo odsłona.

Ace Attorney: Spirits of Justice - Apollo, Phoenix Wright

Maraton z serią przebiegał dosyć płynnie dopóki nie zabrałem się za ostatni rozdział cyklu. 38 godzin musiałem rozłożyć na kilka miesięcy i chociaż nie bawiłem się źle, to wiele scen było dla mnie zapchajdziurą, a i klimat mi totalnie nie siadł. Uwielbiam przygody Phoenixa, ale w tym wypadku czułem już solidne zmęczenie. Finał oczywiście był genialny, ale najlepsze wspomnienia z serią kręcą się w okół pierwszej i trzeciej części. 

  • Mutant Mudds Renegade Kid - platformówka w starym, dobrym stylu, gdzie biegamy chłopcem strzelającym w błotniaki. Przyjemnie spędzone 5h i bardzo fajne użycie efektu 3D
  • Marvel vs. Capcom: Infinite - najgorsza bijatyka roku. Straszny zawód po genialnej trójce. Wielka szkoda, że seria skończyła w ten sposób. Daleko mi do narzekania na Capcom, ale w tym wypadku odwalili kaszanę. Platyna #18

Marvel vs. Capcom: Infinite - Nemesis vs. Chriss

  • Blackwood Crossing - historia o śmierci, poczuciu winy i pogodzeniu ze stratą. Ubrana w surrealistyczną przejażdżkę magicznym pociągiem. Wzruszające, ale kulejące pod względem wykonania i strasznie krótkie. Platyna #19 
  • Metal Slug - stary, dobry przedstawiciel automatowych shooterów. Wersja na PSP ukończona w coopie w przeszło 30 minut. Rozgrywka bawi nadal, ale dokuczają spadki animacji.

Danganronpa V3: Killing Harmony

Danganronpa V3 - Cast

Druga po NieR: Automata gra wykorzystująca medium jak mało która. Twórcy grają na naszych oczekiwaniach, trollują i fundują zakończenie, z jakim nigdy nie spotkałem się w historii gier. Finał, którego nie potrafiłem przetrawić przez kilka dni i potrzebowałem mnóstwo czasu, aby ochłonąć z emocji. W ostatecznym rozrachunku udało mi się je docenić i rozpływać nad genialnością zastosowanego zabiegu. Nawet jeśli odnoszę wrażenie, że oberwałem z solidnego liścia - i to z premedytacją!

Danganronpa V3 - Oma Gif

Rozprawy w Danganronpa V3 to po prostu kosmos. Wplecione minigry i mechaniki w połączeniu z tempem stosowania argumentów i przedstawiania swoich racji podbijają niesamowicie poziom adrenaliny. Tutaj musimy rozumieć tekst i logicznie myśleć, aby posunąć akcję do przodu. Kłótnie wypadają bardzo naturalnie - chociaż nie brakuje irytujących momentów, gdzie rzeczy jasne od początku są traktowane jako wielce objawiona prawda. Przejście fabuły zajęło mi 38 godzin, ale mam jeszcze sporo rzeczy do ogarnięcia przed platyną. Jedna z najlepszych produkcji tego roku i mocno odciśnięty ślad na mojej i tak obolałej psychice.

Skoro mowa o zwichniętej psychice - Hellblade: Senua's Sacrifice

Hellblade: Senua's Sacrifice

Tytuł stojący głównie elementami okołogrowymi. Sama rozgrywka to irytująca przeprawa dwóch schematów - koślawo wykonana walka i prostackie zagadki polegające na spojrzeniu w określone miejsce. Mimo wszystko kreacja aktorska Senuy wypadła bajecznie. Wrażenie robi też projekt dźwiękowy i sama grafika. Fabuła może się również podobać i ma bardzo dobre zakończenie. Daleko mi do zachwytów, ale potrafię docenić wykorzystanie nordyckiej mitologii i sam pomysł na opowieść oraz poruszenie tematyki chorób psychicznych. Platyna #20

Spędziłem też kilka godzin z Crash Bandicoot N.Sane Trillogy, ale mam mieszane odczucia. Pierwszej odsłony dalej nie lubię - dwójkę i trójkę wolę ogrywać w oryginale na Vicie/PSP. Nie podobają mi się też nowe aranżacje większości utworów muzycznych.

Crash Bandicoot N.Sane Trillogy

To jednak pięknie odświeżony pakiet naprawdę kultowych gier, a moje narzekanie wynika... sam nie wiem z czego. Siądę do tych gier w przyszłym roku celując od razu w platyny.

  • Here They Lie - prostacki straszak, ale dzięki VR potrafi zrobić wrażenie. Krótki, brzydki horror i nic nadzwyczajnego, a jednak podobało mi się.

Trochę czasu poświęciłem Cuphead pokonując kilku bossów i spędzając parę godzin z tym dziełem. Niestety, w tym wypadku nie udało mi się gry skończyć.

Cuphead

Zdążyłem jednak posmakować świetniej rozgrywki i stylu artystycznego, który autentycznie robi ogromne wrażenie. Trudno opisać jak ta gra prezentuje się w ruchu - coś wspaniałego. To trzeba po prostu zobaczyć na żywo i chłonąć.

Wolfenstein 2: The New Colossus

Wolfenstein 2: The New Colossus

Intensywna i dynamiczna kampania dla jednego gracza pełna wspaniałych momentów. Niektóre z nich sprawiały, że łapałem się za głowę nie potrafiąc uwierzyć w to, co widzę na ekranie. Przede wszystkim - satysfakcjonujące strzelanie, groteskowa historia i brutalna rozgrywka. Jeden z przyjemniejszych przedstawicieli gatunku ostatnich lat. Klimat wylewa się z ekranu i czekam na dalsze przygody w tym świecie. Przeszedłem też pierwsze z trzech szykowanych rozszerzeń DLC.

Dragon Quest VIII w przenośnym wydaniu na 3DSie

Dragon Quest VIII - Nintendo 3DS

Jestem zaskoczony z jak dobrym portem mamy do czynienia. Graficznie jest ładnie, muzyka nie wypada aż tak źle. Znajdzie się kilka ustępstw, ale wynagradza je mnóstwo pomniejszych usprawnień bardzo pozytywnie wpływających na odbiór tej świetnej gry. Czarujący przedstawiciel gatunku jRPG, którzy rozkocha w sobie każdego fana kreski Akiry Toriyamy. Do tego wysoki poziom trudności szybko uświadamia, jak bardzo ułatwiono współczesne gry - bez grindu ani rusz! Nie dałem rady ukończyć tego tytułu, bo znów odłożyłem na chwilę konsolę i zająłem się czymś innym. Pierwsze godziny wspominam miło i za jakiś czas zasiądę ponownie do podróży przeklętego króla.

  • Sonic Forces - crap, nie tykać. Nie chcę o tej grze pisać - temat wyczerpałem w recenzji. Nie wiem jak mogli tak tragicznie wykorzystać ideę udanego Sonic Generations.

Raw Data, czyli rozbudowana wariacja na temat trybu hordy, która sprawiła, że zakochałem się w shooterach VR i machałem przez całe godziny kontrolerami ruchowymi.

Raw Data - cyber ninja

Prawdopodobnie najlepsza gra, jaką ograłem na PS VR. Nie bez wad, ale w intuicyjny sposób przenosząca nas do wirtualnego świata i sprawiająca nieopisaną frajdę z czystej walki. Rozprawianie się z wrogami to istny taniec. Powoli myślę o wbijaniu platyny.

Gravity Rush 2 - moja osobista gra roku.

Gravity Rush 2 - screenshot

Żadna inna gra na świecie nie dostarczyła mi tyle radości z przemierzania otwartego środowiska w takim stopniu,  jak zrobiło to Gravity Rush 2. Cudownie zaprojektowany świat pełen prześlicznych widoków sprawił, że godzinami błądziłem bez celu oglądając ślicznie animowaną Kat w stanie nieważkości. Do tego przeurocza fabuła odsłaniająca karty z przeszłości głównej bohaterki - mam jednak wrażenie, że pod wieloma względami trzeba było ciąć materiał i mocno śpieszyć z zakończeniem. Przed premierą twórcy mówili o przyszłości serii rozłożonej na 20 lat. Teraz wiemy, że nie ma na to szans i samo studio mogło być tego świadome podczas końcowych etapów prac.

Gravity Rush 2 zostało koszmarnie pominięte przez społeczność i całą branże, a szkoda. Gra niezwykle świeża i dostarczająca mi mnóstwo zabawy. Zaliczenie historii i fabularnego DLC - Another Story: The Ark of Time - zajęło mi 51 godzin, a przez ten czas nie nudziłem się nawet przez moment. Królowa Grawitacji ponownie weszła z buta do mojego życia i pokazała najwyższą klasę - Platyna #21

Gravity Rush 2 - living city battle

Byłem na tyle oczarowany, że musiałem się zabrać za Gravity Rush Remastered. Powrót do tej gry po 5 latach był bardzo miłym przeżyciem. Zdziwiłem się jednak, że tak szybko udało mi się zaliczyć wszystko na 100% . Platyna #22 wpadła po niecałych 14h, a da się tego dokonać znacznie szybciej. 

  • Planet of the Apes: Last Frontier - interaktywny film oszukujący nas, że wybory mają większe znaczenie. Tylko dla fanów uniwersum - Platyna #22.
  • River City Melee: Battle Royal Special - kultowy Kunio Kun powrócił. Szkoda, że w formie arenowej bijatyki. Chciałoby się pełnoprawnego przedstawiciela beat 'em up, który mógłby być czymś więcej niż śmiechowym party-game.
  • Retro City Rampage DX - parodia GTA, gdzie natężenie aluzji do pokultury przekracza wszelkie wskaźniki bezpieczeństwa. Autentycznie zabawne, ale na dłuższe sesje mocno monotonne.
  • Shantae And The Pirates Curse - naprawdę przyjemna i fajna Metroidvania, ale nie potrafię jej ukończyć. Skakanie i ogólnie eksploracja dostarczają sporo zabawy, a walki z bossami to najlepszy element gry. Zgubiłem się jednak i zaciąłem. Wróciłem do tej gry po paru miesiącach i nie mam pojęcia, gdzie iść... obiecuję sobie, że kiedyś popchnę to do przodu.
  • Doom VFR - mógł być najbardziej satysfakcjonujący shooter VR, a wyszło bardziej rozbudowane demo z tragicznym sterowaniem. Szkoda, bo graficznie wygląda cudnie, a strzelanie sprawia niemniej frajdy, co w zwykłym Doomie.
  • Invector - śliczna i prosta gra muzyczna powstała w kolaboracji z Avicii. Bardzo pozytywne zaskoczenie i dobra pozycja dla miłośników gier rytmicznych. Platyna #23

Chaos;Child

Chaos;Child

Świetna Visual Novela osadzona w świecie uwielbianego przeze mnie Steins;Gate. Fabularnie skupiona na ohydnych morderstwach mających miejsce w dzielnicy Shibuya. Zgrabne lawirowanie między komedią, a odrażającym horrorem (dalsze etapy to już tylko atmosfera horroru) i wiele zaskakujących wątków. Kto odpowiada za te kontrowersyjne i tajemniczo wykonane mordy? Co stanowi motywację brutalnego zabójcy? Jaki w tym wszystkim udział ma tajemnica sprzed 6 lat? Czemu zbrodnie mają miejsce w ten sam dzień, co podobne wydarzenia z przeszłości? W końcu - na czym polega tytułowy syndrom Chaos Child? To tylko kilka pytań krążących w naszej głowie w trakcie zabawy, a odpowiedzi na nie nie potrafią wstrząsnąć. Bawiłem się przednio, ale miejscami odczuwałem znużenie i nie obraziłbym się, gdyby całość została umiejętnie skrócona o około 10h materiału. Mimo wszystko tęsknię już za tym światem i bohaterami. Platyna #24

Life is Strange: Before the Storm

Powrót do Arcadia Bay. Tym razem odwiedzamy przeszłość tego miasteczka i poznajemy nowych zwyroli wśród tutejszej społeczności.

Ten OST - obłęd. Nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że Life is Strange: Before the Storm mnie zawiodło. Okazało się lepsze niż początkowo zakładałem, ale nadal sprawia wrażenie przygody totalnie zbędnej. Seria nie potrzebowała tego prequela, bo i mało on wnosi do stworzonego świata. Pewne rzeczy lepiej zostawić wyobraźni i domysłom.

Street Fghter V - kolejne podejście i próba wdrożenia się w system.

Street Fighter V - Juri

W styczniu wejdą zmiany dotyczące zdobywania Fight Money. Wróciłem do gry, aby wewnętrzna waluta mi nie przepadła i szybko zarobiłem gotówkę na dwie postacie. Przeszedłem tryb przetrwania każdym wojownikiem. Kupiłem Akumę, którym trochę pograłem i odhaczyłem tryb fabularny na najtrudniejszym poziomie. Ukończyłem też wyzwania niektórych zawodników, ale sporo ich jeszcze zostało - mam czas do 16 stycznia, aby się z nimi uporać. Wszedłem też do trybów sieciowych i stoczyłem trochę pojedynków. W dalszym ciągu ta bijatyka wzbudza we mnie ambiwalentne odczucia, ale nie da się jej odmówić pewnych walorów!

Sreet Fighter V - Rainbow Mika Ass Clap

W Street Fighter V gra mi się dużo trudniej niż w SF IV - nie wiem czemu skoro system "piątki" został odchudzony. Brakuje mi Juri, którą w tej odsłonie mocno przemodelowano. Staram się nią grać, ale lepiej mi idzie Rainbow Miką i Akumą.

  • Accounting Plus - zwariowana gra na PS VR, gdzie słowo "Fuck" stanowi około 90% rzucanych dialogów. Zabójczo śmieszna i krótka. Platyna #25
  • Metal Slug 2 - jedna z ostatnich gier w roku. Druga odsłona kultowej serii i także ograna na PSP. Do zaliczenia w 40 minut, ale umarłem pod koniec ostatniej planszy i musiałem powtarzać wszystko od nowa. 

Chociaż bardzo bym chciał, to jednak ponownie nie udało mi się przejść Dead Head Fred - gra z PSP, której nie potrafię zaliczyć od paru dobrych lat i co jakiś czas zaczynam ją od nowa. 

Dead Head Fred

Znowu mamy do czynienia z groteskowym klimatem czarnej komedii i rozbrajającymi dialogami. Zabawa polega na prostej walce, skakaniu i wykorzystywaniu różnych głów do rozwiązywania prostych zagadek. Za każdym razem odkładam w pewnym momencie konsolę i mam problem, aby wrócić do skończenia tej przygody. Postaram się to uczynić w przyszłym roku.

Rok 2017 kończę za sprawą orientalnego Okami, którym rozpocznę także rok 2018, gdzie powalczę o wbicie platyny.

Okami

Okami to jedna z tych nieśmiertelnych produkcji, które przyciągają wzrok nawet po wielu latach. Styl graficzny imitujący technikę japońskiego malarstwa Suiboku-ga, to naprawdę coś malowniczego. Najważniejszym elementem jest uniwersalna rozgrywka zapożyczające elementy z The Legend of Zelda. Dokonywane przez nas postępy są bardzo zauważalne i motywuje to nas do parcia naprzód. Odpalając na chwilę Okami zawsze mam problem z przerwaniem rozgrywki i odłożeniem pada. Majestatyczne Nippon ma w sobie coś przyciągającego i nie pozwala od siebie odejść. No i zawsze miło posłuchać tradycyjnej muzyki japońskiej w klasycznym wydaniu.

To tyle ode mnie - nie łudzę się, że ktoś to przeczyta. Mi też by się nie chciało pochłaniać takiej ściany tekstu o jakiś głupich grach spod pióra losowego internetowego lamusa. Notkę kończę osobistymi LAUrkami - zachęcam do komentowania i chwalenia się tym w co gracie lub własnymi podsumowaniami.

Niszczatory 2017 roku:

  1. Gravity Rush 2
  2. NieR: Automata
  3. Persona 5
  4. Danganronpa V3
  5. Yakuza 0

Najwięcej zmarnowanego życia:

  1. Tekken 7 - ponad 410h
  2. Yakuza 0 - 98h
  3. Shin Megami Tensei IV: Apocalypse - 62h
  4. Danganronpa V3: Killing Harmony - 55h
  5. Dark Souls 3 - 54h

 Nagroda melomana za najlepszą ścieżkę dźwiękową:

  1. NieR: Automata
  2. Persona 5
  3. Gravity Rush 2
  4. Danganronpa V3
  5. Life is Strange: Before the Storm

Artyzm przez duże ART: 

  1. Persona 5
  2. Gravity Rush 2
  3. The Last Guardian
  4. Cuphead
  5. Observer

Najfajniejsze gry, na które jestem za głupi:

  1. Elite:Dangerous
  2. Guilty Gear Xrd: Rev 2
  3. Dead Head Fred
  4. Day of the Tentacle Remastered
  5. Shantae And The Pirates Curse

Najgorsze crapy tknięte w tym roku:

  1. League of War: VR Arena
  2. Syndrome
  3. Gra o Tron
  4. Tales from Borderlands
  5. Sonic Forces

Najważniejsze gry, w które nie grałem i płaczę z tego powodu:

  1. NiOh
  2. Resident Evil 7
  3. South Park: The Fractured But Whole
  4. The Evil Within 2
  5. Last Day of June

 Najlepszy scenariusz lub narracja:

  1. NieR: Automata
  2. Danganronpa V3
  3. Yakuza 0
  4. The Last Guardian
  5. The Silver Case

Perełki z czapy i zaskoczenia:

  1. Cosmic Star Heroine
  2. Invector
  3. Raw Data
  4. Ghost Blade HD
  5. Teslagrad

Bonus - największy mózgotrzep roku:

  1. The Silver Case 

Krótka garść statystyk:

  • 62 ukończone gry
  • 48 napisanych recenzji
  • 26 wbitych platyn 
  • Ilość godzin spędzonych na grach i wydanych pieniędzy: Nie chce wiedzieć

 

Oceń notkę:
+ +18 -