Publicystyka Daniel Stroński
11.03.2018
Bloodborne - Tanioszka
Bloodborne w bazie gier
Bloodborne - Tanioszka

Bloodborne znalazło się w marcowej ofercie Plusa, a ceny pudełkowej wersji poleciały na łeb na szyję. Nawet jeśli odbiliście się od serii Souls, zwyczajnie nie możecie ominąć jednej z najlepszych gier na PlayStation 4.

Demon’s Souls i Dark Souls od From Software pokazały, że na rynku coraz prostszych gier jest miejsce dla hardcore’owych RPG-ów akcji. Wielu jednak odbiło się od tych produkcji, zniechęcając się m.in. archaizmami oraz wolnym tempem starć. Gdy studio wydawało Dark Souls 2, ojciec sukcesu poprzedniczek, Hidetaka Miyazaki, zajął się nowym IP, które ostatecznie zjadło „dwójkę” na śniadanie, zdobywając niemal same najwyższe oceny. Dlaczego każdy (pełnoletni!) gracz powinien doświadczyć tego dzieła?

Bo znacznie różni się od serii Dark Souls

Dark Souls było fenomenem, który nie wszystkim podpasował. Nie chodzi tu nawet o wysoki poziom trudności, ale o oprawę graficzną, ciężkie zbroje i wolne starcia. Oczywiście popularność nie wzięła się znikąd, to wciąż rewelacyjna gra, lecz Internet pełny jest komentarzy graczy, którzy nie rozumieją zachwytów innych. Stworzenie nowego IP było więc strzałem w dziesiątkę.

Bloodborne #1

Chociaż wiele tu podobieństw (oba action RPG-i są wymagające, stawiają na walkę wręcz i stosują system „waluty”, którą należy odzyskać po śmierci), pozorne „drobnostki” zmieniają zabawę o 180 stopni. Bloodborne jest znacznie szybsze, mroczniejsze i grze bliżej do makabrycznego horroru niż klimatów fantasy. Nie ma tu tarczy i ciężkich zbroi, za którymi możemy się skryć – tutaj atakujesz albo umierasz, co ogromnie spodobało się szerszej publiczności.

Bo zachwyca obrzydliwym klimatem

Bloodborne jest obrzydliwe, ale przy tym rewelacyjne pod względem oprawy audiowizualnej. Obrany kierunek świata niczym z książek Brama Stokera czy H.P. Lovecrafta wrzuca nas do brudnego koszmaru, na który nie sposób nie patrzeć z podziwem. Przejście się ulicami Yharnam fascynuje widokiem architektury w stylu gotyckim i wszechobecnym mrokiem, ani na moment nie odpuszczając atmosfery grozy i niepokoju.

Szczególnie widać to po przeciwnikach. Na każdym kroku widzimy tu odrażające maszkary, które mogą nie być najlepszym widokiem dla bardziej wrażliwych osób. Wstrętne odgłosy uzupełniają ohydny wygląd i nie chodzi tu tylko o okropne pająki czy wilkołaki, ale przede wszystkim o zlepki wielkich gałek ocznych, kolesi, z których głów wyrastają zębate macki czy monstra wbijające się w bohatera i wysysające jego wnętrzności. Cóż za wspaniały, obrzydliwy design!

Bo walka to coś pięknego

Zamiast bloku mamy unik, a zamiast tarczy – broń palną, która bardziej przydaje się do przerywania ataków niż zadawania większych obrażeń. W Bloodborne wszystko krzyczy do gracza „ATAKUJ!”, pozwalając nawet odzyskać trochę życia, jeśli w porę, po otrzymaniu obrażeń, sami wyprowadzimy atak. Właśnie dzięki temu tak produkcja bardzo różni się od spokojniejszego Dark Souls, oferując inne doświadczenia dla hejterów duchowej poprzedniczki oraz coś świeżego dla jej fanów.

Bloodborne #2

Oryginalne podejście zastosowano również w kwestii broni. Rodzajów oręża mamy zaledwie kilkanaście, ale każde jest wyjątkowe i w mgnieniu oka może się przemienić w zupełnie inne narzędzie mordu. Mamy np. srebrny miecz, który w dowolnej chwili możemy włożyć do noszonego na plecach obucha, tworząc ogromny młot. A co powiecie na laskę zamieniającą się w kolczasty bicz lub trzymane pazury mogące zmienić ramię Huntera w łapę wilkołaka? I miałbym to zamienić na zwykłe miecze, buławy czy halabardy z innych RPG-ów?!

Bo to jedna z niewielu gier, która satysfakcjonuje na każdym kroku

Wysoki poziom trudności w Bloodborne nie miałby sensu, gdyby nie był sprawiedliwy. Tutaj porażka wynika z naszego błędu, nie wadliwego sterowania czy rozgrywki. Z każdej śmierci należy wynieść lekcję, by przetrwać, ale kiedy już ubijemy bossa czy przejdziemy jakiś fragment – możemy być z siebie dumni. Do tego nikt nie prowadzi za rączkę. Owszem, na początku pojawi się informacja o przyciskach, ale jak działa ten świat, sposób pokonania wrogów czy kierunek dalszej drogi – do wszystkiego trzeba dojść samemu.

Bloodborne #3

No, może niezupełnie samemu, bo podłączając się do Sieci znajdziemy krótkie notki od innych graczy i będziemy mogli nawet wezwać kogoś do pomocy w ubiciu przeciwnika… otwierając się jednocześnie na inwazję PvP. Musiała być jednak jakaś kara za proszenie o wsparcie, to w końcu gra od From Software. Najważniejsze, że jest to opcjonalne i jeśli wolicie się przemęczyć (i móc później powiedzieć, że sami sobie poradziliście!), to droga wolna.

Bo dodatek tylko przedłuża ten rewelacyjny spektakl

Pod koniec 2015 roku dostaliśmy rozszerzenie „The Old Hunters” i deweloper wiedział, czego graczom było mało. Dostaliśmy masę nowych broni (m.in. długa buława z piłą tarczową na końcu czy karabin Gatlinga!), przerażających potworów i informacji na temat wcześniejszych Hunterów. To dokładnie takie wydłużenie zabawy, jakiego oczekiwali fani.

Bloodborne trafiło w tym miesiącu do oferty gier PS+, co przy okazji obniżyło cenę pudełkowego wydania gry. Używaną podstawkę wyrwiemy już za 40-50 zł, z kolei wersja GOTY z dodatkiem wyniesie nas około 100 zł. Macie grę z Plusa i chcecie samo „The Old Hunters”? Normalnie dodatek kosztuje 84 zł, ale do 22 marca w PS Store wołają za niego tylko 29 zł.

bloodborne from software playstation 4 publicystyka tanioszka