Publicystyka Tomek Alicki
07.04.2018
Recenzja: Tomb Raider
5.0
/10
Ocena
Recenzja: Tomb Raider

Fani gier wideo pewnie łapią się już za głowę, słysząc o kolejnych próbach ekranizacji najpopularniejszych tytułów. Niezrażony poprzednikami Roar Uthaug postanowił podejść do tematu jeszcze raz i pokazał światu swojego Tomb Raidera, dając kinomanom marny film przygodowy, a graczom - kolejny powód do załamania nerwowego.

Tomb Raider zaczyna się w centrum Londynu. Niewzruszona odziedziczonym po ojcu majątkiem Lara (Alicia Vikander), jeździ po stolicy Wielkiej Brytanii rowerem jako kurier, nie mając nawet pieniędzy, żeby opłacić treningi w klubie bokserskim. Kiedy wreszcie postanawia podpisać odpowiednie papiery, odkrywa się przed nią skrywany przez Richarda Crofta (Dominic West) sekret – zbiór materiałów o japońskiej legendzie.

Tomb Raider #1

Lara w stosie notatek, map i nagrań odnajduje szanse na odnalezienie swojego ojca. Podąża jego śladami, sprzedaje cenną pamiątkę z dzieciństwa w londyńskim lombardzie i wyrusza na japońską wyspę będącą powodem całego zamieszania. Reszta filmu przebiega bez większych zaskoczeń. Tłem dla męczącej historii o poszukiwaniu ojca oraz krótkich retrospekcji pokazujących Larę strzelającą z łuku u boku kochającego Richarda jest zagadka o tajemniczej wyspie oraz skrywanych przez nią sekretach. W skrócie – standardowa walka dobra ze złem oraz Croftowie próbujący uratować ludzkość od żądnych pieniędzy czarnych charakterów.

Najzabawniejszym elementem całego Tomb Raidera jest jednak powód większości kontrowersji wokół tej premiery – Alicia Vikander. Aktorka wydaje się bowiem ostatecznym gwoździem do trumny koncepcji Uthauga. W samej roli Lary Croft radzi sobie naprawdę dobrze. Widać po niej efekty treningów, o których głośno było ostatnio w Internecie, a jej umiejętności aktorskie pozwalają na zgrabne wplatanie w film szerokiego wachlarzu emocji. Z jednej strony Vikander jest więc jedynym powodem dla wytrzymania dwóch godzin w kinie. Z drugiej jednak to ona pozwala widzom dostrzec większość wad nowego Tomb Raidera. W rezultacie brakuje bowiem wszystkiego oprócz utalentowanej głównej bohaterki. Przede wszystkim – jakiegokolwiek klimatu.

Tomb Raider #2

Lara z roweru przesiada się do samolotu, później ląduje na bezludnej japońskiej wyspie, gdzie przez bitą godzinę skacze, strzela i rozwiązuje zagadki, a ostatecznie nic z tego nie wynika. Nie ma żadnego dreszczyku emocji, żadnego strachu przed nieznanym czy gęsiej skórki. Zamiast tego dostajemy ckliwe wymiany zdań pomiędzy Vikander a Westem, które nijak mają się do budowania klimatu.

Kiedy wreszcie przychodzą napisy końcowe, Uthaug sprawia wrażenie, jakby wciąż nie do końca miał pomysł na ten one woman show. Daniel Wu zniknął z ekranu tak szybko, jak się na nim pojawił, największym osiągnięciem Dominica Westa było zapuszczenie brody, a wisząca w powietrzu zagadka została skutecznie zabita przez Larę powątpiewającą momentami we własnego ojca.

Tomb Raider #3

Tomb Raider dołącza do szerokiego grona nieudanych ekranizacji gier. Zabrakło pomysłu, konsekwencji i porządnego scenariusza. Zamiast trzymać się rozpoczętej jeszcze w Londynie koncepcji, Uthaug plótł kolejne wątki, zapominał o ich rozwijaniu i ostatecznie stworzył film bardziej dziwny niż imponujący czy widowiskowy.

Ocena: 5/10

recenzja recenzja filmowa tomb raider