Publicystyka Łukasz Ruszkowski
13.04.2018
Graliśmy w Dark Souls Remastered. Jak wypada ten remaster?
Dark Souls Remastered w bazie gier
Graliśmy w Dark Souls Remastered. Jak wypada ten remaster?

Dark Souls to marka znana ogromnej rzeszy graczy. Narodziła się w 2011 roku na konsolach poprzedniej generacji i dziś straszy już swoim wyglądem, ale Bandai Namco postanowiło to naprawić, wydając Dark Souls Remastered. A my mieliśmy okazję w to zagrać.

Prezentacja przebiegła dość szybko. Dowiedziałem się z niej o bajerach, jakie czekają na nas w odświeżonej wersji tego klasyka. Nacisk położono przede wszystkim na polepszenie szaty graficznej. Trochę mnie to zasmuciło, bo liczyłem na zagrywkę rodem z Dark Souls 2: Scholar of the First Sin, czyli na poprzestawianie przeciwników i przedmiotów, aby utrudnić zabawę starym wyjadaczom. Niestety niczego takiego nie zauważyłem. Dostaliśmy po prostu ładnie wyglądający oryginał. Dodano oczywiście kilka bajerów znanych z następnych odsłon, np. tworzenie drużyny przy użyciu ustalonego hasła. Z pewnością będzie to miła odmiana po niezbyt przyjaznych systemach oryginału.

Dark Souls Remastered Playtest #1

W trakcie dema rozpocząłem zabawę od zera i wybrałem rycerza, który pozwolił na zbalansowanie ataku i obrony. Pierwsze, co rzuciło się w oczy, to szczegółowość pancerza. Wyglądał znacznie lepiej niż go zapamiętałem z oryginału. Szczegółowa zbroja cieszyła oko, pozwalając poczuć siłę naszego bohatera. To poczucie potęgi oczywiście bardzo szybko zniknęło przy spotkaniu z pierwszym bossem. Mnie osobiście wydawał się dużo łatwiejszy niż kiedyś, ale to z pewnością ja stałem się lepszy w soulsowych tytułach. Szybko trafiłem do Kaplicy Zjednoczenia Ognia. Stąd mogłem już udać się, gdzie tylko chciałem.

Design półotwartego świata pierwszej części dalej zachwyca, tym razem w oprawie godnej 2018 roku. Tekstury robią dobre wrażenie, a w szczególny zachwyt wprawiła mnie animacja płomieni. Ogień, jeden z ważniejszych elementów fabuły, wygląda tutaj nad wyraz dobrze. Pozwala poczuć nie tylko bezpieczeństwo, ale i drzemiącą w nim obietnicę siły. Ale nie tylko ogień oczarowuje. Odświeżone tekstury pozwalają wczuć się w klimat tego umierającego świata. Widzimy też znacznie dalej, niż było to możliwe w oryginale. Ogromne wrażenie zrobił na mnie martwy smok spoczywający w Dolinie Smoków. Gad budził respekt, a moment, kiedy rzucił się na mnie, sprawił, że dostałem gęsiej skórki. No i oczywiście zginąłem.

Dark Souls Remastered Playtest #2

Podstawowa mechanika pozostała tutaj bez zmian. Większych nowości można dopatrzeć się w opcjach. Wspomniany już system haseł pozwoli na wygodną zabawę w co-opie. Cieszy też dodana na prośbę graczy opcja dowolnego obłożenia przycisków na padzie. Jest to miły dodatek, który pozwoli dostosować Wam grę do swoich potrzeb. Mimo pozostawienia większości mechanik rządzących grą bez zmian, zwiększyła się wymagana do nich precyzja. Z powodu sześćdziesięciu klatek na sekundę zmienił się hitbox przy ciosach w plecy. Początkowo ciężko było się do tego przyzwyczaić, jednak kiedy już się opanowało od nowa tę mechanikę, to sprawiała ona masę satysfakcji.

Dark Souls Remastered Playtest #3

Podsumowując, dostaliśmy całkiem konkretny remaster. Bez wodotrysków i zmian w zabawie, ale większość ludzi nie tego oczekiwała. Podbito grafikę, polepszono optymalizację, która kulała szczególnie na PC-tach, i poprawiono tekstury. Dla graczy których odpychała brzydota oryginału, będzie to świetna okazja do poznania gry, która rozsławiła serię. Dla starych wyjadaczy będzie to szansa na odświeżenie wspomnień i przeżycie tej przygody raz jeszcze. Ja z powrotu byłem bardzo zadowolony i z niecierpliwością wypatruję majowej premiery.

Grę sprawdziliśmy na evencie Level-Up zorganizowanym przez Cenega Polska.

bandai namco dark souls remastered playstation 4 playtest publicystyka