Publicystyka Tomek Alicki
27.05.2018
Recenzja: Han Solo: Gwiezdne wojny – historie
6.0
/10
Ocena
Recenzja: Han Solo: Gwiezdne wojny – historie

Zasypywanie świata Gwiezdnymi Wojnami przez Disneya trwa w najlepsze. Po sukcesie Łotra 1 doczekaliśmy się kolejnego spin-offu. W piątek do kin zawitał Han Solo: Gwiezdne wojny – historie.

Mamy do czynienia z kolejnym origin story, podgatunkiem filmów, do którego przyzwyczaiły nas produkcje oparte na komiksach. Tym razem nie chodzi jednak o Batmana, Supermana czy Wonder Woman, tylko o najlepszego pilota w całej galaktyce, Hana Solo. W rolę młodego Harrisona Forda wciela się Alden Ehrenreich. Głównego bohatera poznajemy w kluczowym momencie jego życia, kiedy u boku ukochanej Qi’Ry (Emilia Clarke) planuje wyrwać się z sideł szajki złodziei zmuszających go do pracy i zabierających mu większość codziennych łupów. Zaczyna się historia nie tylko o tym, jak Han stał się przemytnikiem, ale przede wszystkim o realizacji jego marzeń, zdobycia pierwszego statku.

Han Solo: Gwiezdne wojny – historie #1

Młody Solo trafia pomiędzy doświadczonych złodziei, którzy właśnie przygotowują się do skoku mającego, jak to zwykle bywa, ustawić ich do końca życia. Zarówno takie proste zagrywki, jak i sam charakter filmu czynią z Hana Solo typowy heist movie z czarnym charakterem w tle w postaci Drydena Vosa (Paul Bettany). Młody przemytnik oraz jego nowi znajomi, Tobias Beckett (Woody Harrelson) i Val (Thandie Newton), stają przed trudnym zadaniem, w wyniku którego dołączają do nich Qi’Ra oraz Lando Calrissian (Donald Glover).

Ostatni z całej grupy zasługuje na dodatkową uwagę, ponieważ jest to jeden z nielicznych wyraźnie pozytywnych aspektów tego filmu. Po zdobyciu wielu fanów swoją rolą w Community, Donald Glover zyskał sobie uznanie krytyków główną rolą w Atlancie, jest raperem, a Hanem Solo kontynuuje swoją dobrą passę. W przeciwieństwie do Ehrenreicha, Glover odnalazł się w swojej postaci w stu procentach, ukazując kosmicznego przemytnika dokładnie takim, jak go sobie wyobrażaliśmy. Fani domagający się oddzielnego filmu z Lando tylko potwierdzają wszelkie zachwyty.

Han Solo: Gwiezdne wojny – historie #2

Wśród licznych nowych postaci nie ma już niestety nikogo, kto do kreacji Glovera mógłby się chociaż zbliżyć. Miejscami wynika to z pomysłu na postać, jak w przypadku Aldena, który postanowił po prostu uśmiechać się przez dwie godziny, ale w pozostałych przypadkach jest to wina przygotowanego scenariusza. Wystarczy spojrzeć na Emilię Clarke. Na pewno nikt nie odmówi jej umiejętności aktorskich czy potencjału, jaki w niej drzemie. Mimo to scenarzyści postanowili zrobić z niej atrakcyjną kobietę, która kręci się tylko wokół Hana i przypomina mu o jego bezgranicznej miłości.

Ciężko jest o Hanie Solo powiedzieć zbyt dużo. To jest po prostu przeciętny film. Z jednej strony nie można odmówić mu wyjątkowego klimatu. Efekty specjalne i budżet w połączeniu z samym miejscem, z którego wywodzi się główny bohater, pozwoliły na pokazanie zupełnie innej rzeczywistości w środku pozornie poznanego już przez większość fanów świata Gwiezdnych Wojen. Z drugiej jednak strony scenariusz pozostawia wiele do życzenia. Oparta na banalnych plot twistach fabuła sprawia wrażenie, jakby była kierowana do 10-latków.

Han Solo: Gwiezdne wojny – historie #3

W rezultacie Han Solo: Gwiezdne wojny – historie to idealny film na nudną, deszczową sobotę. Fani uniwersum będą zawiedzeni, licząc na kolejną rewelację pokroju Łotra 1, ale jeżeli nie mieliście większych oczekiwań względem produkcji Rona Howarda, macie szansę rozerwać się w któreś wolne popołudnie. Jeżeli nie spodoba Wam się sam film, będziecie mogli chociaż obejrzeć udane występy Donalda Glovera czy okazjonalnie pokazującego się na ekranie Paula Bettany’ego.

Ocena: 6/10

recenzja recenzja filmów