Publicystyka Tomek Alicki
07.04.2018
Recenzja: Player One
7.0
/10
Ocena
Recenzja: Player One

Niecałe dwa miesiące po premierze Czwartej władzy wracamy do kin, żeby obejrzeć kolejny film Stevena Spielberga. Klimat zmienia się o 180 stopni, na warsztat idzie książka Ernesta Cline’a Ready Player One i wchodzimy w świat wirtualnej rzeczywistości…

Jest rok 2045. Columbus to teraz wielkie slumsy, ogromne przestrzenie zapchane stojącymi na sobie naczepami. W jednej z nich mieszka Wade Owen Watts (Tye Sheridan). Jak sam przyznaje, rzeczywistość dała mu w kość. Większość swojego czasu, podobnie jak reszta społeczeństwa, spędza więc w OASIS, wirtualnym świecie, gdzie każdy może zostać, kim tylko zechce.

Ready Player One #1

Przygoda nabiera kolorów, kiedy umiera twórca gry, James Halliday (Mark Rylance). Tuż przed swoją śmiercią postanowił rozrzucić po wirtualnym świecie trzy klucze. Podążając jego wskazówkami, gracze mają za zadanie odnaleźć je, by ostatecznie dotrzeć do wyjątkowego easter egga. Ten, kto pierwszy rozwiąże wszystkie zagadki, zostanie nowym właścicielem OASIS.

W tym wielkim, nowym świecie Spielberg sprzedaje swoim fanom prostą, standardową historię walki dobra ze złem – naiwny, zakochany w Hallidayu osiemnastolatek z grupką swoich znajomych przeciwko wielkiej korporacji zatrudniającej tysiące ludzi z zamiarem zgarnięcia złotego jaja i przejęcia ogromnego majątku. Chociaż rozwiązanie całości widać tutaj na kilometr, nie o to w tym wszystkim chodzi.

Ready Player One #2

 

Player One to naszpikowane nawiązaniami do popkultury i kina przygodowego, gdzie większość akcji dzieje się w wirtualnej rzeczywistości. Spielbergowi udało się wykreować nie tylko świat imponujący wizualnie, ale również daleki od filmów animowanych. OASIS to jedna wielka zabawa w szukanie kolejnych smaczków. Od tych prostych, jak Tracer czy Master Chief przechadzający się po wirtualnym klubie, aż po te dokładniej ukryte, które są przeznaczone dla bardziej doświadczonych i uważnych widzów.

Jedna wielka uczta – dla fanów popkultury, dla osób orientujących się w aktualnym świecie gier i filmów, dla tych, którym nie są obce najpopularniejsze dzieła. Kiedy zaczynamy zastanawiać się, czy jednak nie brakuje czegoś więcej w całym filmie, Spielberg pokazuje klasę. Sceny akcji w realnym świecie co prawda nie różnią się wiele od typowego kina rozrywkowego, jednak to, co dzieje się w OASIS, momentami przerasta najśmielsze oczekiwania kinomanów.

Ready Player One #3

DeLorean lawirujący pomiędzy rozbijającymi się amatorami i gigantycznymi łapami King Konga czy fragment filmu zbudowany wokół Lśnienia Kubricka są jednymi z lepszych rzeczy, jakie zobaczyliśmy w kinie rozrywkowym od lat. Gdyby tego było mało, jak przystało na film Spielberga, efekty specjalne, animacje i sam wygląd OASIS tylko dopełniają całej koncepcji. Podczas gdy z ust aktorów wychodzą kolejne, typowe dla kina young adult banały, oczy błyszczą się na kolejne widoki, sceny akcji czy mechaniki gier zgrabnie wplatane w wirtualną rzeczywistość.

Player One dostarcza mnóstwo radości, co ostatecznie jest najmocniejszą stroną najnowszego filmu Spielberga. Ciężko nie wyjść z sali kinowej z szerokim uśmiechem na ustach, będąc świadkiem takiego pokazu wizualnych rewelacji. Chociaż nie znajdziemy tutaj głębokiej fabuły czy wielowarstwowych postaci, reżyserowi Raportu mniejszości czy Szeregowca Ryana udaje się spełnić najważniejsze założenie wybranego gatunku – wypełnić ponad dwie godziny życia swoich fanów czystą rozrywką.

Ocena: 7/10

 

player one Ready Player One recenzja recenzja filmowa