Recenzje Paweł Musiolik
04.07.2018
Recenzja: Crash Bandicoot N. Sane Trilogy (PC)
Crash Bandicoot N. Sane Trilogy w bazie gier
9.5
/10
Ocena
Recenzja: Crash Bandicoot N. Sane Trilogy (PC)

Rok po premierze na PlayStation 4, Crash Bandicoot N. Sane Trilogy ląduje na pozostałych platformach. Postanowiliśmy sprawdzić wydanie PC-towe. Czy Vicarious Visions dało radę w portowaniu tej gry? Na szczęście – tak.

Wydanie Crasha na PC jest poniekąd dosyć ważnym wydarzeniem dla branży. Do tej pory sympatyczny jamraj swoją obecność znaczył wyłącznie na konsolach. Dlatego pecetowe wydanie kolekcji Crash Bandicoot N. Sane Trilogy zasługuje na uwagę. Po świetnie zrobionych remake'ach na PS4, Vicarious Visions przeniosło grę na PC, Xboksa One i Nintendo Switcha. Zaciekawiony jakością portu, raz jeszcze skończyłem wszystkie trzy tytuły na pececie.

Crash Bandicoot N. Sane Trilogy #1

Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony. Przez lata synonimem konsolowych portów na PC było partactwo. To zaczęło się zmieniać podczas tej generacji, ale i tak, mimo ogólnej poprawy, zdarzały się ciągłe problemy z kompatybilnością. Dlatego Vicarious Visions zasługuje na pochwałę. Port Crasha jest bliski ideału. Nie tylko dostajemy sporo opcji dostosowania jakości obrazu pod nasz sprzęt, ale także wsparcie rozdzielczości 4K oraz grę działającą w 60 klatkach na sekundę.

Optymalizacja pecetowego wydania Crash Bandicoot N. Sane Trilogy to coś, co trzeba pochwalić. Grę odpaliłem pierwotnie w 4K i zdarzało się jej działać w 60 FPS-ach na moim Radeonie RX480, ale też nie ukrywam, że karta jest za słaba na 4K/60. Przy 4K i zablokowaniu klatek na poziomie 30 było w porządku. Tylko... nie bardzo ma to sens. Zszedłem więc z rozdzielczością do 1440p i mogłem cieszyć się 60 klatkami na sekundę z maksymalnymi ustawieniami. Spadki zdarzały się wyłącznie na planszach, gdzie Crash uciekał przed kulą/polarnym niedźwiedziem/triceratopsem. Czemu akurat na tym planszach – nie wiem. Ale jeśli ktoś bez mocarnego PC-ta chce cieszyć się stałymi 60 klatkami bez spadków, to w 1080p karta ze średniej półki cenowej poradzi sobie bez problemów.

Crash Bandicoot N. Sane Trilogy #2

Co jeszcze? Vicarious Visions poświęciło czas na optymalizację silnika i jego usprawnienie, co pozwoliło wyeliminować (na wszystkich platformach) największą bolączkę – długie czasy wczytywania gry na początku oraz w poszczególnych lokacjach. Teraz wszystko odpala się błyskawicznie, przez co powtarzanie plansz nie jest już tak bolesne jak na PS4 po premierze.

Do zestawu Crash Bandicoot N. Sane Trilogy podchodziłem z perspektywy kogoś, kto skończył gry na PS4, ale nie czułem się w ogóle znużony powtarzaniem tego samego raz jeszcze na PC. Crash, jako cała trylogia, to zbiór wyjątkowo świetnych gier, które wbrew opinii niektórych wyjątkowo obroniły się przed upływem czasu. Tym bardziej warto w nie zagrać na PC, gdzie podobnych gatunkowo produkcji w takiej jakości jest niewiele i platformówki zdominowane są przez imitujące produkcje retro indyki w 2D wypełnione pixelartem. A jak już trafi się coś w trójwymiarze, to daleko temu do dobrej gry.

Crash Bandicoot N. Sane Trilogy #3

Jeśli więc w Crasha jeszcze nie graliście - nadrabiajcie czym prędzej. A jeśli graliście na PS4, to... nie będziecie znudzeni, grając jeszcze raz. 60 klatek sprawia, że całość jest przyjemniejsza i bardziej responsywna w odbiorze.

Grę do recenzji dostarczyła Cenega.

Gra recenzowana była na następującej specyfikacji PC:

  • CPU – Intel i7 4790K @ 4,5 GHz
  • GPU – XFX Radeon RX 480 GTR Black 8GB
  • RAM – 24 GB DDR3
Crash Bandicoot N. Sane Trilogy
Nasza ocena: 9.5/10
Wyjątkowo dobrze zrobione porty, do których wprowadzono niezbędne techniczne poprawki. Dodatkowo świetna optymalizacja. Jeśli ktoś jeszcze nie grał w Crasha i ma PC, teraz jest idealny czas, by to nadrobić.
  • Plusy
  • Świetna optymalizacja
  • Poprawki w czasie wczytywania
  • Nowe plansze względem wydania konsolowego z dnia premiery
  • Ta sama świetna paczka trzech gier co na PS4
  • Minusy
  • Niezmieniona detekcja kolizji
activision Crash Bandicoot N. Sane Trilogy PC recenzja vicarious visions